czwartek, 12 września 2019

POŁOŻNA. 3550 CUDÓW NARODZIN | JEANNETTE KALYTA

POŁOŻNA. 3550 CUDÓW NARODZIN | JEANNETTE KALYTA
Poród to cudowne wydarzenie, z którym ma do czynienia prawie każda kobieta od początku istnienia świata. Wiele kobiet boi się tego momentu, wiele rezygnuje przez to z posiadania dzieci. Inne wolą nie myśleć o samym porodzie, pokrzepiają się myślą o dziecku, które pojawi się na świecie. Każda jednak zasługuje na godne traktowanie podczas tego ważnego momentu w życiu.

Jeannette Kalyta jest położną, która pracuje w zawodzie od wielu, wielu lat. Chętnie dzieli się swoim doświadczeniem, prowadzi własną Szkołę Narodzin, w której edukuje na temat fizjologii ciąży, samego porodu oraz daje wskazówki, jak zajmować się noworodkiem po porodzie. Zjednała sobie ludzi swoim niebanalnym, rozsądnym podejściem, a także zmieniła realia polskich szpitali (chociaż nie wszystkich).

źródło: własne
Położna. 3550 cudów narodzin jest książką napisaną przez tą wspaniałą położną, która przyjęła około trzech tysięcy porodów w swojej karierze. W powieści przedstawia historie tych najtrudniejszych, tych, które zmieniły coś w jej życiu, w rozumowaniu, w podejściu do pacjentek. Opisuje te smutne i te weselsze historie, ale również pokazuje, jak sama przechodziła poród oraz jak kształtowała swoje życie za pomocą wyjazdów, medytacji, szkoleń, nowych doświadczeń.

Ostatnie dziesięciolecia XX wieku nie były zbyt przychylne dla rodzących. Kobiety, które znajdowały się w niezwykle ważnym momencie swojego życia niejednokrotnie były traktowane jak zwierzęta, albo i gorzej. Obelgi, krzyki, przywiązywanie nóg oraz leżąca pozycja do porodu to było na porządku dziennym w polskich szpitalach. Podobnie wyglądał pierwszy poród samej autorki, która wtedy była w trakcie studiów położniczych, a za kilka lat miała sama zająć się rodzącymi. To wtedy w głowie położnej narodził się pomysł, aby to wszystko zmienić. To w tamtym momencie, podczas swojego porodu, wiedziała, jak kobieta chce być traktowana, jak powinien wyglądać dzień przyjścia na świat najukochańszego dziecka. Dzień porodu młodej kobiety był jednocześnie pierwszym dniem jej życiowej misji.

Jennette Kalyta ma bardzo bogatą historię zawodową. Książka jest pełna fantastycznych opisów porodów domowych, gdzie położna jest jedynie małą pomocą, a wszystko odbywa się w atmosferze spokoju i bezgranicznej miłości. Historie traktują o tych szczęśliwych porodach, ale nie obędzie się bez bolesnych historii, które wywołują ogromny smutek w czytelniku. Ponadto są tam opisy akcji porodowych, których tempo i poziom adrenaliny prześciga nawet Szybkich i Wściekłych. Podczas czytania znajdowałam się w przeróżnych stanach - raz byłam uśmiechnięta od ucha do ucha i śmiałam się w głos z komicznych sytuacji, innym razem dziękowałam Bogu, że ja trafiłam na w miarę ludzkie położne i mój poród był ekspresowy, a jeszcze innym byłam na granicy płaczu, kiedy czytałam o tych tragiczniejszych wydarzeniach, wyrywających serce z czytelnika - dosłownie.

źródło: empik.com


Położna. 3550 cudów narodzin wywołała we mnie masę uczuć, ale nic nie przebije jednego - ogromny respekt, szacunek i podziw dla położnej, która ma w sobie tyle siły i zapału, a do tego nieskończone pokłady odwagi, by zmieniać świat i myślenie ludzi dla nas, kobiet rodzących. Do tego wszystkiego ma chęć, by ciągle zmieniać samą siebie, dokształcać się, szkolić, medytować, oswajać ze swoim wnętrzem.

Jeszcze jednym plusem jest to, że wszystko w tej książce jest świetnie wytłumaczone. Język, którym posługuje się położna jest dla zwykłego człowieka w pełni zrozumiały, a jeżeli coś pochodzi z porodówkowego slangu, zostaje nam wytłumaczone.

Uważam, że Położna. 3550 cudów narodzin jest warta przeczytania. Powinny poświęcić jej czas wszystkie kobiety zainteresowane tematem, zaciekawione zmianami, jakie zaszły w polskim położnictwie w ciągu tych kilkudziesięciu lat, oburzone zachowaniem położnych, na które trafiły, bo uwierzcie, z tej książki wynika, że zawsze mogło być gorzej. Polecam tę książkę wszystkim kobietom. Jeżeli należysz do tych, które jeszcze nie rodziły i bardzo boisz się tego momentu, sięgnij po nią po porodzie, ale sięgnij. Warto. Z całego serca polecam!

niedziela, 8 września 2019

13 MINUT | SARAH PINBOROUGH

13 MINUT | SARAH PINBOROUGH
Kilkunastominutowa śmierć kliniczna i amnezja, która nie pozwala odkryć okoliczności, w jakich doszło do wypadku. Jak to jest nie wiedzieć, dlaczego nagle wylądowało się w lodowatej rzece w środku zimy? Jakie powody za tym stały i kto mógł się tego dopuścić?

Takie pytania zadaje sobie Natasha Howland, popularna nastolatka, która przez 13 minut była martwa. Szczęśliwy traf sprawił, że została uratowana przez spacerowicza, codziennie przemierzającego te same ścieżki o tej samej porze. Ten niemiły wypadek nakazuje młodej Natashy zastanowić się nad swoim życiem i osobami, z którymi dzieli sekrety. Czy są to odpowiednie osoby? Czy przypadkiem nie mają jakichś swoich tajemnic? Czy to nie najlepsze przyjaciółki Natashy chciały jej śmierci?

źródło: ebookpoint.pl

Powieść 13 minut posiada dwie główne bohaterki. Jedną z nich jest, wspomniana wyżej, Natasha, a drugą jej dawna przyjaciółka Rebecca. Obydwie uczęszczają do tej samej szkoły, jednak poza tym nic ich nie łączy. Natasha jest jedną z Barbie, jest sławna, wyznacza w szkole trendy, zapraszana jest na każdą okoliczną imprezę, a jej słowa są święte. Natasha ma dwie najlepsze przyjaciółki - Hayley i Jenny, które nie odstępują jej na krok, zwłaszcza po jej wypadku. Od początku postać Natashy nie zdobyła mojej sympatii. Znam takie osoby z doświadczenia, a sama zazwyczaj trzymałam się z tymi "gorszymi".

Becca jest całkowitym przeciwieństwem Natashy i jej świty, a do tego jej byłą najlepszą przyjaciółką. Na samym początku szkoły została przez nią bezceremonialnie odtrącona. Aktualnie ma chłopaka, wiedzie spokojne życie, jednak i na nią wpływa nieszczęśliwy wypadek Natashy. Dziewczyny na nowo zbliżają się do siebie i zaczynają dzielić ze sobą swoje tajemnice.

Sarah Pinborough stworzyła świetne bohaterki. W powieści doskonale widać, jak dużo pracy włożyła w psychologię głównych i pobocznych bohaterów. Tutaj należą jej się duże brawa. Wyprowadziła mnie w pole bez dwóch zdań, ponieważ sama uwierzyłam w cudowną przemianę Natashy i jej czyste intencje oraz rolę ofiary. Biłam brawo Becce za chęć pomocy, choć to ona później najwięcej straciła.

Autorkę znam z powieści Co kryją jej oczy, której zakończenie mną wstrząsnęło i choć było mało prawdopodobne, bardzo mi się spodobało. W 13 minutach również mamy parę zaskoczeń, które łapały za gardło podczas czytania. Świetnie opisane sytuacje oraz idealnie ukazane emocje bohaterów sprawiały, że przeżywałam wszystko z nimi.

źródło: własne

Akcja powieści od pierwszych stron była wciągająca. W ogóle nie nudziłam się podczas czytania, nawet jeżeli miejsce miały opisy psychologiczne bohaterów czy jakieś mniej ciekawe fragmenty. A to wszystko dlatego, że autorka potrafiła to umiejętnie podzielić, znalazła balans pomiędzy wydarzeniami, a opisami. Podejrzane było jednak nagłe rozwiązanie zagadki, które miało miejsce w połowie książki. Nie trzeba geniusza, żeby się domyślić, że to nie było TO prawdziwe rozwiązanie. Do tych prawidłowych wniosków dochodziłam w drugiej połowie powieści, która trzymała w napięciu, a odkrywanie nowych faktów i sposobu myślenia socjopaty było dla mnie prawdziwą przyjemnością.

13 minut jest bardzo dobrą powieścią psychologiczną, thrillerem, który może zmrozić krew w żyłach. Pokazuje jak okrutny może być człowiek dla człowieka, jak inteligentny może być socjopata, jak jeden człowiek potrafi manipulować drugim. Nie wiem, czy kiedyś o tym mówiłam, ale po obejrzeniu pewnego świetnego thrillera naszła mnie pewna refleksja. Mianowicie, horrory może i są straszne, jednak nie są do końca prawdziwe. Wiecie, potwory, duchy, godzille, diabły w lasach itd. działają na psychikę ludzką, ale w prawdziwym życiu nie trzeba się ich bać. Odwrotnie jest z thrillerami. To one ukazują najczarniejszy odmęt ludzkiej psychiki, pokazują, że największym wrogiem dla człowieka jest... drugi człowiek. To samo pokazuje powieść 13 minut choć nie tak dosadnie, jak owy film, który oglądałam (mowa o Prawie zemsty z Gerardem Buttlerem w roli głównej).

Dla mnie 13 minut było świetną rozrywką, ale i skłoniło do przemyśleń na temat natury człowieka, psychopaty i socjopaty. Polecam z całego serca wszystkim zaczytanym, warto poznać tę książkę, warto zaznajomić się z twórczością Sary Pinborough. Osobiście mam nadzieję, że przeczytam jeszcze wiele tak dobrych powieści autorki.

środa, 28 sierpnia 2019

TERAZ ZAŚNIESZ | C.L. TAYLOR

TERAZ ZAŚNIESZ | C.L. TAYLOR
Życie ludzkie naprawdę różnie się układa. W jednej chwili jest wszystko w porządku, w następnej przeżywasz wypadek, lądujesz w szpitalu i dowiadujesz się, że dwóch kolegów, których wiozłaś w samochodzie nie żyje, a trzeci jest w ciężkim stanie.

Tak ułożyło się życie Anny, która od chwili wypadku odczuwa ogromne wyrzuty sumienia z powodu śmierci kolegów i nie może spać. Powrót do domu nie pomaga. Zaczyna zauważać podejrzane liściki, ma wrażenie, że ktoś ją śledzi i wie, że nie może zasnąć. Zostaje napiętnowana przez rodziny zmarłych, doskonale zdaje sobie sprawę, że ojciec jednego zmarłego życzy jej śmierci.

Anna, przerażona całą sytuacją, postanawia przeprowadzić się do Szkocji, odetchnąć, poszukać innego spojrzenia na swoje życie. Zatrudnia się w hotelu na szkockiej wyspie, do którego przybywa siedmioro gości. Z pozoru niegroźni, po kilku dniach okazuje się, że jedno z nich czyha na życie Anny. Czy bohaterka wyjdzie z tego żywa?

źródło: własne

Mam pecha do książek. Albo książki mają pecha do mnie. Znów trafiam na irytującą bohaterkę, choć nie aż tak, jak w Na skraju załamania autorstwa B.A. Paris. Możliwe, że mam wygórowanie wymagania co do bohaterek thrillerów. W każdym razie od początku w Annie mnie coś mierziło. Nie jestem pewna do końca co, ale nie zyskała mojej sympatii. Kobieta niezwykle przeżywa to, co się wydarzyło. Jest spostrzegawcza, widzi, co się dzieje dookoła niej, snuje podejrzenia, które nie idą w dobrym kierunku. Podejmuje odważną decyzję o przeprowadzce, odcięciu się od starego życia, co zasługuje na respekt. Bez problemu odnajduje się w nowej pracy. Jest pomocna, empatyczna, całkiem sympatyczna, a jednak coś mi w niej nie pasowało. Może była zbyt słabo zarysowana. Właściwie autorka tylko lekko wspomniała o przeszłości Anny, od razu wciągnęła czytelnika w wir akcji.

Fabuła powieści była wciągająca, nie nudziłam się podczas czytania. Lektura była wielką przyjemnością, a całość pochłonęłam w dwa dni, co przy moich obowiązkach jest wyczynem. Akcja nie miała dziur, autorka poprowadziła ją w przyjemnym tempie. Oczywiście wywiodła mnie w pole, gdyż nie takiego obrotu spraw się spodziewałam. Podczas czytania moje serce parę razy zabiło szybciej, w momentach, kiedy akcja naprawdę szalała. Końcówka była trzymająca w napięciu, czego oczekiwałam od powieści.

źródło: lubimyczytac.pl

Autorka napisała powieść bardzo dobrym językiem, czytało się ją przyjemnie. Do warsztatu pisarskiego się nie przyczepię. Mam jednak wątpliwości co do realności wydarzeń, tego całego sztormu, braku odzewu z lądu. Czy aby na pewno jest to jeszcze możliwe w naszych czasach?

Teraz zaśniesz jest ciekawą powieścią, którą świetnie się czyta. Wystarcza na krótko, ale jest to jeden z nielicznych mankamentów powieści. Jako że było to pierwsze moje spotkanie z autorką, chętnie sięgnę po więcej powieści, a ma kilka wydanych.

-

Ostatnio zwrócono mi uwagę, że moje recenzje są przydługie. Trochę nad tym rozmyślałam i stwierdziłam, że warto wprowadzić jakieś zmiany, za którymi przemawia właściwie wszystko. Długie recenzje długo się pisze, a ja zwykle nie mam zbytnio na to czasu. Dużo łatwiej byłoby sklecić coś krótszego, o podobnej długości jak dzisiejsza. Ponadto, żyjemy w czasach, kiedy nie sprawdzają się ani przydługie powieści, ani tym bardziej za długie recenzje. Ludzie są zabiegani, zapracowani, a poszukując dobrej powieści wystarczy im tylko kilka słów, aby ocenić, czy chcą ją przeczytać czy nie. Z tych powodów będę schodzić do krótszych form, które, mam nadzieję, spodobają się wszystkim. Pozdrawiam! 

czwartek, 22 sierpnia 2019

SIOSTRA KSIĘŻYCA | LUCINDA RILEY

SIOSTRA KSIĘŻYCA | LUCINDA RILEY
Zastanawialiście się kiedyś, czy Wasza rodzina nie ma jakiejś głębszej historii? Albo czy Wasze pochodzenie nie ma większego znaczenia? Może to, skąd pochodzicie Wy, lub Wasza rodzina, jest owiane jakąś tajemnicą? Może posiadacie historię, wartą poznania, o której do tej pory nic nie wiedzieliście?

Lucinda Riley jest autorką fascynującej serii Siedem Sióstr. Do tej pory stworzyła pięć cudownych powieści, a każda z nich opowiada o innej siostrze i historii jej pochodzenia. Przyszedł czas na Siostrę Księżyca i przepiękną historię życia Tiggy i jej przodków.

Sześć fascynujących, całkowicie obcych sobie dziewcząt, zostało zaadaptowanych przez tajemniczego miliardera Pa Salta. Trafiając pod skrzydła adopcyjnego ojca, były w wieku niemowlęcym. Nic nie pamiętają z pierwszych chwil swojego życia, nie znają swojego prawdziwego pochodzenia. Nie mają również powodu pytać, gdyż ich życie jest wspaniałe. Do momentu, kiedy dowiadują się, że ich ukochany Pa Salt umarł. Smutne i zawiedzione, ponieważ nie dano im możliwości uczestnictwa w jego pogrzebie, spotykają się z prawnikiem ojca. Każda z sióstr dostaje list napisany przez Pa Salta oraz kilka wskazówek, dotyczących ich prawdziwego pochodzenia. To wszystko daje im szansę na odkrycie swojej przeszłości, przeszłości swoich przodków, której na pewno są ciekawe.

źródło: własne

Siostra Księżyca to opowieść o piątej siostrze - Tiggy. Po śmierci ukochanego ojca postanawia przeprowadzić się do Szkocji. Znajduje pracę w pięknej posiadłości Kinnaird, której właścicielem jest przystojny i czarujący Charlie, żonaty lekarz. Jej praca ma polegać na opiekowaniu się zwierzętami, co Tiggy uwielbia robić. Po niedługim czasie, spotyka mieszkającego w posiadłości Cygana, od którego dowiaduje się, że posiada w rękach cudowną siłę uzdrawiania oraz że to dzięki niemu dotrze do swoich korzeni, pozna historię fascynującej La Candeli i odkryje swój związek z cygańską rodziną.

Tiggy D'Apliese jest bardzo ciekawą bohaterką. Posiada niezwykłą wrażliwość, kocha zwierzęta i jest niezwykle urocza. Może nie jest najbardziej intrygującą siostrą z grona D'Apliese, jednak jest tą, która zaskarbiła sobie moją największą sympatię. Bardzo szybko przywiązuje się do ludzi, bolą ją rozstania, pamięta o swoich dawnych znajomych i siostrach. Skrycie kocha, lecz ma na tyle ludzkiej przyzwoitości, by chować swoje uczucia głęboko z ważnych powodów. Potrafi postawić się, kiedy czegoś nie chce. Bywa również tchórzliwa, nie zawsze powie prawdę w oczy, ucieka od problemów i tylko dzięki tej uciecze znajduje się w miejscu urodzenia swojej babki, aby poznać dalszą historię. Mało wierzy w siebie, jednak pozwala, by inni w nią wierzyli i dzięki osobom postronnym poznaje swoje cudowne umiejętności. Z wielu jej cudownych cech wyłania się jedna - nie dostrzega różnic rasowych, co jest niezwykle ważne. Ma jedno wielkie marzenie, które dzieli wraz ze swoim pracodawcą - chce wyjechać do Afryki i ratować tamtejsze zwierzęta.

Drugą główną bohaterką, którą poznajemy jest La Candela, a dokładniej Lucia. Od najmłodszych lat objawiająca się niespotykanym talentem, tańcząca za pieniądze, by rodzina miała się z czego utrzymać, wypchnięta w świat, który, choć ogromny, wtedy jeszcze nie był tak upiorny. Wiecznie niezaspokojona tancerka, goniąca wciąż i wciąż za szczęściem, oczekująca od życia o wiele więcej, niż niejednemu z jej rodzaju zostało dane. Gubiąca po drodze miłość, rodzinę, to co najcenniejsze. Ku mojemu ogromnemu zdumieniu (ponieważ sama jestem matką), będąca w stanie pozostawić swoje dziecko - a to wszystko za sprawą talentu i sławy. Nie jest to bohaterka, która przypadła mi do gustu, choć jej historia jest niezwykle ciekawa, a nutka prawdziwości dodaje jej tylko uroku.

Nie tylko główne bohaterki Siostry Księżyca godne są uwagi. Na moją sympatię zasługuje również nastolatka Zara, która, mimo niewielu wiosen na liczniku, potrafi zachować się bardzo dorośle. W Szkocji, do której udała się Tiggy, można spotkać fenomenalne osoby, które na niejednej twarzy wywołają uśmiech. Jednak tam gdzie sympatia i miła atmosfera, tam też musi się pojawić ktoś, kto wszystko to doskonale zepsuje, czego przykładem jest żona Charliego - Ulrika.

Czytanie Siostry Księżyca było dla mnie cudowną rozrywką i niebywałą przyjemnością. Lucinda Riley potrafi niesamowicie opisać świat i wydarzenia. Czytając powieść i używając swojej wyobraźni można malować to, co autorka opisuje - dosłownie. Pani Riley jest także niezastąpiona przy tworzeniu postaci, ponieważ jej bohaterowie są nad wyraz realistyczni i zawsze znajdzie się ktoś do pokochania. A wszystko to okraszone nutką magii.

źródło: lubimczytac.pl


Wiele opinii, które czytałam o Siostrze Księżyca było całkowicie różnych od mojej w jednej kwestii - jest duża liczba czytelników, którym historia Tiggy podobała się najmniej. Ja stoję po drugiej stronie barykady, ponieważ Tajgete i jej własna historia były dla mnie dużo ciekawsze, niż historie reszty sióstr. Co jeszcze? Jak w każdej powieści z cyklu Siedem Sióstr opowiadanie przeszłości i odkrywanie tajemnic o przodkach było tym, na co wyczekiwałam, tak w Siostrze Księżyca było całkowicie na opak. Historia Tiggy w mojej opinii jest lepsza, bardziej mnie do niej ciągnęło, niż do historii niezapomnianej La Candeli. Co spowodowało takie, a nie inne odczucia? Być może to, że zanim Tiggy zaczyna słuchać opowieści o swoich przodkach, miałam okazję poznać ją dość dobrze, ponieważ w końcu autorka poświęciła jej dużo więcej stron, niż w poprzednich powieściach. Jak dla mnie, był to strzał w dziesiątkę, podobnie zresztą było w Siostrze Perły, ponieważ tam też dość długą chwilę zaznajamiałam się z CeCe.

O warsztacie Lucindy Riley chyba nie trzeba mówić, kto czytał, ten wie, że jest to fenomenalna autorka, a kto nie czytał - nie traćcie czasu! Ta seria jest cudowna, Siostra Księżyca jest wspaniała! To tylko w ramach podsumowania. Chyba zacznę wystawiać oceny, gdyż ta zgarnia ode mnie 11/10!!!

czwartek, 15 sierpnia 2019

NA SKRAJU ZAŁAMANIA | B.A. PARIS

NA SKRAJU ZAŁAMANIA | B.A. PARIS
Głuche telefony? Dziwne wydarzenia? Głęboko poruszające poczucie winy? Kiedy to się zaczęło? Jak do tego wszystkiego doszło?

- jedna z wielu -

Ostatnimi czasy dużo częściej sięgam po kryminały i thrillery, aniżeli po młodzieżówki, obyczajówki czy powieści miłosne. Na skraju załamania to druga powieść B.
A. Paris, po którą sięgnęłam i którą miałam przyjemność przeczytać. Choć, czy to była przyjemność, czy raczej udręka, dowiecie się poniżej.

- o autorze słów kilka - 

B.A. Paris jest pisarką pochodzącą z dwóch różnych kultur - okres dorastania spędziła w pięknej, deszczowej Anglii, natomiast dorosłe życie zdecydowała się wieść we Francji. Podpisuje się pseudonimem literackim, który składa się z inicjałów jej dwóch imion oraz nazwy ukochanego miasta, a jej prawdziwe nazwisko brzmi Bernadette Anne MacDoughall. Pierwszą jej powieścią było, znane chyba wszystkim choćby ze słyszenia Za zamkniętymi drzwiami.

- w jej otchłani - 

Cass Anderson jest nauczycielką i szczęśliwą żoną. Po świetnej imprezie na zakończenie roku szkolnego wraca samotnie samochodem do domu, do męża. Do ich domu prowadzą dwie drogi - jedna przez miasto, druga, szybsza, przez las. W pewnym momencie zrywa się silna ulewa, podczas której Cass podejmuje szybką decyzję i skręca na drogę prowadzącą przez las. Udaje jej się ją pokonać właściwie bez problemu, jednak w pewnym momencie, w zatoczce, Cass zauważa samochód. Zatrzymuje się niedaleko z chęcią pomocy, jednak wewnętrzna walka, którą toczy w sobie młoda kobieta, ostatecznie przechyla szalę na jak najszybszy powrót do domu. Nieznajoma kobieta siedząca w aucie pozostawiona zostaje sama sobie.
Dzień później Cass dowiaduje się, że owa kobieta, którą zostawiła na pastwę losu, została zamordowana. Cass wpada w popłoch, zaczyna odczuwać wyrzuty sumienia, dostrzegać rzeczy, których tak naprawdę nie ma, odbierać głuche telefony, zapominać o rzeczach, które mówiła lub robiła. Przestaje wierzyć sobie, co staje się dla niej największym ciosem. Jak z tym wszystkim może sobie poradzić bezbronna kobieta?

źródło: lubimyczytac.pl

- szczerość to podstawa - 

Na skraju załamania można śmiało podzielić na dwie części, połowy, ponieważ gdzieś w połowie powieści mogłabym postawić granicę. Pierwsza połowa powieści, to było budowanie napięcia, druga - rozwiązywanie sprawy kropka po kropce i odwet. Muszę jednak przyznać, że w którymś momencie ta pierwsza połowa zaczęła mnie irytować i męczyć. Dlaczego? Ponieważ autorka zrobiła z głównej bohaterki totalną, bezmózgą kobietę, niezwykle zrozpaczoną, odczuwającą kosmiczne wyrzuty sumienia, która nie miała ochoty pomyśleć. Nie wiem, czy jest to tylko moja obserwacja, czy ze mną jest coś nie tak, czy patrzę na to z jakiejś szczególnej perspektywy, ale okropnie złoszczą mnie bohaterki przeczytanych przeze mnie książek, podobnie jak było w przypadku Tylko jedno kłamstwo i głównej bohaterki Tary, czy cyklu Kwiat Paproci i Gosławy. Poza tym Cass Anderson jest bohaterką, która żyje w ciągłym strachu, ciągle ma przed oczami widmo choroby, która zabrała jej matkę, boi się tego i dlatego jest bardzo podatna na wszelkie rzeczy, które dzieją się w powieści, nie próbuje walczyć, od razu poddaje się temu, z silnej kobiety staje się wrakiem, w sekundzie.

Co do samej fabuły, wiem, że budowanie tego napięcia było tutaj bardzo ważne, jednak dla mnie zbytnio się przedłużało. Autorka mogła z tego wybrnąć również jakimś przerywnikiem, a tak to dostaliśmy pokaz jak bohaterka, bez chwili wytchnienia stacza się po równi pochyłej. Jakby zasiadła u szczytu zjeżdżalni i ktoś ją co jakiś czas mocno popychał, wciąż w dół i w dół. Smutne.

Nie przedłużając, książkę czytało się dobrze, jednak bardzo szybko można było dojść do odpowiednich wniosków, rozgryźć całą intrygę, przez co powieść traci. Autorka wprowadziła zbyt małą liczbę podejrzanych, więc nie było się czego chwycić.

źródło: własne

- podsumowań czas - 

Sama nie jestem przekonana co do tej książki. Czytało się ją dobrze, szybko, była to miła rozrywka na kilka wieczorów, ale początek wkurzający, a zakończenie przewidywalne. Jednak to Wam pozostawiam decyzję, czy chcecie ją przeczytać, czy nie. Ja nie mogę z czystym sumieniem ani polecić, a i odradzać też nie będę. 
Copyright © 2016 Z e-BOOKIEM POD RĘKĘ , Blogger